sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 1. Cz. I... Ostatnie pożegnanie

I oto jesteśmy, w miejscu którego staramy się unikać. Przychodzimy raz na jakiś czas, odwiedzić naszych bliskich których już z nami nie ma. Zanieść kwiaty,odpalić znicz, zastanowić się nad naszym życiem. Tu chociaż na chwile czas się zatrzymuje. Miejsce to nie jest w żaden sposób przytulne, odstrasza nas i budzi lęk. Nie jedna osoba omija je szerokim łukiem, zwłaszcza w nocy. A przecież, prędzej czy później nasze odwiedziny będą tymi ostatnimi i zostaniemy tu na zawsze. To tu żegnamy się ostatecznie i bezpowrotnie tracimy kogoś ważnego. Tak, witamy na cmentarzu.
Pogoda tego dnia była jedną z najgorszych w tym roku. Z szarego nieba, nie wyłaniały się ani na chwilę promienie słońca. Padała lekka mgiełka a wraz z nią spadały liście z zapadających w zimowy sen, drzew. I chodź na chwilę proboszcz nie przestawał mówić, i chodź co chwilę ktoś wybuchał płaczem, i chodź krzyk o jego powrót był tak wyraźny, panowała cisza. Cały cmentarz był pusty tylko w jednym miejscu zebrany był spory tłum ludzi, w tym tysiące niewidzialnych aniołów którzy stali i płakali. Dusze które powinny być szczególnie silne, w tym momencie nie potrafiły poradzić sobie z dopadającą je rozpaczą. Trąbkarz rozpoczął grę, a trumna zaczęła opadać na dół. Ciche "Ave Maryia" grane z złotej trąbki, nie wywarło na Tim żadnego wrażenia. Zaciskała mokrą chusteczkę w dłoni, którą od czasu do czasu wycierała spływające po policzkach pojedyncze łzy. Jej twarz była pozbawiona uczuć, zamknęła się w sobie, nie rozmawiała z nikim. Była przekonana, że on jeszcze wróci, że będzie tak jak dawniej, że będzie mogła znów bawić się jego cudownymi włosami, patrzeć w jego głębokie oczy, wygłupiać się i śmiać jak dawniej. Ona w to po prostu wierzyła. Jej zazwyczaj blade policzki teraz były czerwone od panującego mrozu. ]Spojrzała  na Hope, która stała po drugiej stronie. Dzisiaj, ze względu na okoliczności Rishael pozwolił jej i Antoniemu się przybrać postać człowieka, by każdy mógł ich zobaczyć, lub z nimi porozmawiać. W końcu dziwne byłoby gdyby rodzice nie pojawili się na pogrzebie własnego dziecka. Antonie był ojcem Dereka, nie był podobny do innych aniołów ponieważ był bardzo surowy i rzadko okazywał swoje uczucia. Gdy proboszcz skończył swoje kazanie, Hope podeszła do Tim, złapała ją za rękę i podeszły pod grób.
- Tim, wiem jak Ci ciężko, ale musisz dać sobie radę. - Wręczyła jej do ręki, małą łopatkę na którą nabrany był piach. Była zimna, podobnie jak dzisiejszego dnia uczucia wszystkich tu zgromadzonych. W tamtych okolicach tradycją było, że najbliższa rodzina zrzucała ziemię na trumnę, by ostatecznie pożegnać zmarłego.
- Nie, ja tego nie zrobię. Ponieważ, on jeszcze nie odszedł, dla mnie ten cały pogrzeb to paranoja, przecież on wróci. On wróci ! -  Wybuchła płaczem, wykrzyczała to co od kilku dni zabijało ją od środka. Ludzie spojrzeli się na nią jakby zwariowała, nikt z realnego świata nie wiedział o istnieniu aniołów, o demonach, wszyscy żyli w przekonaniu, że to właśnie oni mają kontrolę nad tym co się dzieje na ziemi. Nic bardziej mylnego, to demony i upadłe anioły decydowały o większości spraw. Tim, przedarła się przez tłum i pobiegła do samochodu. Nie wytrzymywała już. Usiadła i zaczęła rozpaczliwie płakać i krzyczeć. - Dlaczego on? Dlaczego...- zamilkła, szukała najgorszego słowa jakie zna, jednak żadne nie było wystarczająco silne by mogła wyrazić co czuje. Spojrzała na bramy cmentarza by zobaczyć czy pogrzeb się skończył. Zza muru wyłoniła się ciemna postać, w czarnym płaszczu z drewnianą laską u boku. Zrzuciła wysokie czarne szpilki i wybiegła z samochodu zaciskając pięści. Wiedziała, że to był Ellise. Rzadko schodzi na ziemię, a gdy to już robił przybierał postać staruszka dla niepoznaki innych.  Dlaczego dzisiaj postanowił przyjść? Odpowiedź jest banalna, kochał oglądać ludzie cierpienie. Tim nabrała oddechu, jeszcze przed chwilą twarz która pozbawiona była uczuć, teraz rysowała najgorsze emocje. Patrzyła, na kogoś, kto odebrał jej wszystko. Nie mogła wydobyć z siebie ani jednego słowa, chociaż tak wiele jej się napierało na usta. Z pozaciskanych dłoni zaczęła lecieć krew, od powbijanych paznokci, a oczy były wypełnione chęcią zemsty.
- W końcu się spotykamy. Przyjmij moje kondolencje. - Zaczął się śmiać, jakby był dumny z tego co zrobił.
- Ostatnie nasze spotkanie, które wygrasz. Następnym razem zniszczę Ciebie, i wszystko co ma z Tobą jakikolwiek związek.
- W takim razie, nie mogę się doczekać następnego. Masz jakiś pomysł, w czym dusza Twojego ukochanego mogła by mi pomóc, no wiesz kiedy już będę miał nad nią całkowitą kontrolę.
- Jeszcze go odzyskam.
- Chyba nie rozumiesz moja droga, on już jest mój. On nawet nie pamięta Twojego imienia, nie wie kim jesteś. Już Cie nie kocha. - Uśmiechnął się a następnie zaczął ponownie śmiać. Wiedział, jak zniszczyć kogoś do końca. Jak pozbawić go jakichkolwiek nadziei. Tim, rzuciła się na niego i zaczęła wyzywać go od najgorszych. Wszystko widziała Hope, która czuła, że coś jest nie tak. Szybko podbiegła i złapała Tim.
- odejdź. Już dość zła narobiłeś. - Powiedziała stojąc w bramie cmentarnej.
- W takim razie, nic tu po mnie. Do zobaczenia, Tim. - Staruszek zniknął, a Tim poczuła się bezsilna.

10 komentarzy:

  1. Naprawdę bardzo poruszająca historia. Naprawdę bardzo ciekawie piszesz. Jedyne, co bym Ci poradziła zmienić w tym blogu, to wygląd. Tak jakoś cały czas gubiłam linijki, kiedy to czytałam. Wydaje mi się, że lepiej by tu pasowało ciemno-niebieskie tło - ale to tylko moja opinia. Jestem ciekawa, co będzie w dalszych rozdziałach :D
    Obserwuję i dziękuję za komentarz^^
    Powodzenia w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, właśnie ostatnio myślałam nad jakąś zmianą. Dziękuje <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj,
    Uwielbiam fantasy! Gdy czytałam kolejno o aniele, diable, aż przeszły mnie ciarki z zachwytu. Uśmiechnęłam się na myśl, że będę miała kolejne takie opowiadanie w kolekcji. Właśnie zyskałaś stałą czytelniczkę, więc dodam się do obserwatorów, by mieć Cię na oku. Jeszcze wszystkiego zbyt dobrze nie pojmuję, ale wszystko będzie nabierało sensu po następnych rozdziałach. Poczułam gniew i nienawiść do Ellise. Jest okropny. Może nie wszystko jest bezbłędnie napisane, ale historia jest poruszająca i ciekawa. Ubarwiasz ją ładnymi opisami. Cieszę się, że jest nowe opowiadanie tego typu. Czekam z niecierpliwością na rozdział kolejny :)
    Pozdrawiam,
    Fairy Butterfly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku, aż mam łzy w oczach <3 Dziękuję ! bardzo motywujące do dalszego pisania :)

      Usuń
  4. Kurde, cudowne opowiadanie. Uwielbiam taką tematykę. Oczywiście jestem już w obserwatorach, jako po prostu Blanche, bo nie chciało mi się pisać całego :D Masz świetny styl pisania.Tak jakoś, poczułam więź z Tim huhu :P Nie wiem czy to dobrze, czy źle? :P W każdym razie zostaje na dłużej i zostawiam pamiątkę w spamie, bo także piszę (może nie tak zajebiście, ale piszę xd).

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję, że zostawiłaś na moim blogu linka do siebie :) Opowiadanie jest... Naprawdę świetne. Anioły, Upadłe Anioły, Demony... Uwielbiam te klimaty :)
    Masz talent. Musisz jeszcze popracować, ale ten rozdział pokazuje, że masz przed sobą naprawdę wielkie możliwości :)
    No co ja mam jeszcze napisać - czekam z niecierpliwością na następny :)
    Pozdrawiam,
    Julia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominowałam cię do LBA :) Więcej dowiesz się na moim blogu : purplequince.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń